Pokazywanie postów oznaczonych etykietą washi tape. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą washi tape. Pokaż wszystkie posty
11/30/2018
DIY: kalendarz adwentowy jak talerz pierników, czyli precz zasadzie "Nie ruszaj, to na Święta!"
Też macie dosyć mieszkań wypełniających się aromatem, tymi pysznościami, które nawołują ludzkie łasuchy niemal tak samo jak kwiaty pszczoły (No przyleć tu, no leć! No dotknij, nie wstydź się! Posmakuj mnie, no zjedz!) i tego, że kiedy już odpowiesz na wezwanie (Jak je niby zignorować?!), słyszysz gwałtowne: "ZOSTAW! To na Święta!"? Te pierniczki wręcz musisz zdjąć z patery przed 24 grudnia!
To już trzecia odsłona kalendarza adwentowego na naszej ścianie tablicowej. Pomysł z wykorzystaniem jej właśnie do tego celu to (będę nieskromna) jeden z moich lepszych. A ta radość dzieci i ekscytacja, poszukiwanie cyferek odpowiadających poszczególnym datom, oczekiwanie na odklejenie pierwszych karteczek!
10/05/2018
DIY: słowiańska korona Pani Jesieni
Dlaczego słowiańska? Ponieważ korona z jesiennych liści mojej córci przypomniała mi nakrycie głowy bohaterki z okładki książki "Alonuszka" - w rosyjskim folklorze podobne nakrycia zwą kokosznikami. I choć zwykle noszą je mężatki, ja stwierdziłam, że piękno tej formy można wykorzystać również w projektach dla dzieci. Szczególnie one lubią przebieranki, prawda?
6/18/2018
DIY na Dzień Ojca: koszulka z funkcją masażu (+ wzór do ściągnięcia)
Kto nie lubi masażu? Zwłaszcza rodzic - wymordowany pracą od poniedziałku do piątku, który po powrocie do domu nie odpocznie, o nie, ponieważ pewne małe stworki ciągną go do siebie, do zabawy, do harców...
Dzisiejsze DIY to propozycja prezentu właśnie dla takiego rodzica - koszulka pozwala bowiem dzieciom na zabawę z rodzicem, który w tym czasie... odpoczywa. #perfect 👌
Droga Sówko, jeśli więc kiedyś Twój tato stwierdzi, że nie ma siły albo brak mu ochoty... wręcz mu tę koszulkę i zaproponuj drzemkę na brzuchu. Powinno zadziałać! 😉
11/27/2017
kalendarz adwentowy w formie choinki, czyli ściana pokryta tablicówką znowu w akcji
W ubiegłym roku stworzyłam kalendarz adwentowy na ścianie - 24 prostokąty wycięte z papieru (zadrukowanego wzorami, które mi się podobały), przyklejone w równych rzędach i zawieszone na ścianie za pomocą washi tape - jak? Informację znajdziesz we wpisie DIY: kalendarz adwentowy (farba tablicowa + ściana + kilka kolorowych kartek + pomysły) (TUTAJ).
W tym roku postanowiłam znowu wykorzystać i tę ścianę (która od czasu jej pomalowania żyje, a nie jest niewidzialna, jak było wcześniej), i ten pomysł, ale w nieco inny sposób. Zamiast przyklejać wszystko równiutko, niech zapanuje lekki, choć kontrolowany chaos. Niech karteczki z "kalendarza" zawisną niczym bombki na choince!
11/30/2016
DIY: kalendarz adwentowy (farba tablicowa + ściana + kilka kolorowych kartek + pomysły)
Jako dziecko uwielbiałam kalendarze adwentowe: ujęte w formę prostokątnego pudełka okienka z ukrytymi wewnątrz czekoladkami. Zawsze zastanawiałam się, jaki kształt wyciągnę ja, jaki siostra - ponieważ z początku dostawałyśmy jeden kalendarz, dzieliłyśmy jego zawartość: jedna miała dni parzyste, druga nieparzyste, wigilijna czekoladka została przełamywana na pół, była zresztą największa, więc nie miałyśmy z tym większych trudności psychologicznych ;).
Idea przygotowywania kalendarza adwentowego samodzielnie totalnie mnie zauroczyła. Obserwowałam blogowe koleżanki i z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej chciałam wziąć w tym czynny udział. W zeszłym roku byłam bardzo blisko, zabrakło czasu na szycie. W tym poszłam na "łatwiznę", wszystko za sprawą jednej z moich ulubionych ścian w mieszkaniu (post jej poświęcony znajdziecie TUTAJ).
Pomysł na karteczki przyczepiane do tablicy zaczerpnęłam od An (TUTAJ), ale zmodyfikowałam. Znalazły się tam nie tylko zadania do wykonania (ich propozycje znajdziecie m.in. TUTAJ - wraz z gotowym kalendarzem do wydruku, TUTAJ - z podziałem na kategorie - oraz TUTAJ czy w formie minimalistycznej tekstowo, ale uroczej graficznej TUTAJ), ale również wskazówki co do ukrycia drobnych podarków. Nie chciałam bowiem z nich rezygnować - grudzień co prawda obfituje w okazje do obdarowywania się, ale nie chciałam zabierać dzieciom frajdy... Jeszcze gdy przypomnę sobie radość z zabawy à la Sherlock Holmes, jaką zaserwował mi na urodziny kilka lat temu małżonek... (Wręczył karteczkę ze wskazówką prowadzącą do miejsca ukrycia kolejnych wskazówek - wszystkie razem ułożone w odpowiedniej kolejności zdradziły miejsce ukrycia mojego prezentu urodzinowego ;)) Zwyczajnie nie mogłam inaczej.
Karteczki do kalendarza zrobiłam z pociętych na mniejsze prostokąty kart pozostałych po zeszłorocznym kalendarzu (autorstwa Clemence, która udostępnia je na swoim blogu Oh the lovely things, np. TUTAJ). Z początku chciałam nakleić na nie cyferki-gotowce, ale nigdzie nie potrafiłam znaleźć odpowiednich... Przypadkowa wizyta w Tigerze, przypadkowy rzut oka i mam! Stemple! Tak powstały 24 karty:
Żeby nie było "zwyczajnie", postanowiłam tekst na każdej z karteczek... zrymować. Z początku miały to być elokwentne limeryki, ale brak czasu (oraz zmęczenie umysłu w godzinach wieczornych) przyczynił się do pozostania przy dwuwersowych wierszykach. Niektóre brzmią lepiej, inne gorzej (bo też łatwiej zwyczajnie napisać zadanie do wykonania, a nie ubierać jedno zdanie w wymyślne frazy), ale dumna z nich jestem, a co. Oto przykłady (bądźcie dumni ze mną ;)):
Karteczki do kalendarza zrobiłam z pociętych na mniejsze prostokąty kart pozostałych po zeszłorocznym kalendarzu (autorstwa Clemence, która udostępnia je na swoim blogu Oh the lovely things, np. TUTAJ). Z początku chciałam nakleić na nie cyferki-gotowce, ale nigdzie nie potrafiłam znaleźć odpowiednich... Przypadkowa wizyta w Tigerze, przypadkowy rzut oka i mam! Stemple! Tak powstały 24 karty:
Żeby nie było "zwyczajnie", postanowiłam tekst na każdej z karteczek... zrymować. Z początku miały to być elokwentne limeryki, ale brak czasu (oraz zmęczenie umysłu w godzinach wieczornych) przyczynił się do pozostania przy dwuwersowych wierszykach. Niektóre brzmią lepiej, inne gorzej (bo też łatwiej zwyczajnie napisać zadanie do wykonania, a nie ubierać jedno zdanie w wymyślne frazy), ale dumna z nich jestem, a co. Oto przykłady (bądźcie dumni ze mną ;)):
1 grudnia
Czas już zacząć odliczanie
Niech stajenka w oknie stanie!
(--> Plus rysunek skarpety na prezenty, w której Mały John znajdzie drewnianą stajenkę do postawienia na parapecie - co kilka dni będą do niej wędrowały kolejne postaci, a w Wigilię... Boże Dziecię. Pomysł z "kolekcjonowaniem" elementów bożonarodzeniowej stajenki podkradłam od Gu; razem z jej stajenką, bo wygrała z propozycją innej firmy - MJ był bezlitosny ;))
2 grudnia
Bob & Marta stajenki doglądają
I nawet z Kopciuszkiem w niej posprzątają.
6 grudnia
Mikołaj nuci pod nosem piosneczki...
Czy słyszysz już sań dzwoneczki?
7 grudnia
Melchior Gwiazdę pokazuje -
Drogę do Stajenki wskazuje!
14 grudnia
Brak pomysłu, co dziś robić?
Spójrz na listę, co Ci szkodzi?
17 grudnia
W misję trudną przychodzi nam dziś wyruszać:
Najpiękniejszej choinki w mieście szukać!
Karteczki przyczepiłam do ściany za pomocą "dwustronnej" washi tape - by uzyskać dwustronność taśmy (nie tylko tej), należy zrobić z niej pętelkę, a krańce skleić ze sobą. Mniej więcej tak:
I nawet z Kopciuszkiem w niej posprzątają.
(--> W ten sposób przemyciłam do kalendarza informację o tym, że w skarpecie na prezenty czekają figurki Duplo jako mini podarek: Bob Budowniczy i jego koleżanka Marta dla Małego Johna oraz Kopciuszek dla Marion.)
6 grudnia
Mikołaj nuci pod nosem piosneczki...
Czy słyszysz już sań dzwoneczki?
7 grudnia
Melchior Gwiazdę pokazuje -
Drogę do Stajenki wskazuje!
(--> Znów rysunek skarpety - tym razem wewnątrz będzie figurka Melchiora. Pierwszy z Trzech Króli zawita do Stajenki!)
14 grudnia
Brak pomysłu, co dziś robić?
Spójrz na listę, co Ci szkodzi?
(--> Do kalendarza, w formie załącznika, przygotowałam listę grudniowych aktywności rodzinnych: wspólny spacer, wypad na lodowisko, odwiedziny na świątecznym jarmarku, śpiewanie kolęd czy tworzenie namiotu-bazy rodem z filmu "Holiday".)
17 grudnia
W misję trudną przychodzi nam dziś wyruszać:
Najpiękniejszej choinki w mieście szukać!
Myślałam o wydrukowaniu ich na papierze samoprzylepnym, by było bardziej "profesjonalnie", ale brakło mi czasu (chciałam nawet najpierw narysować grafikę skarpety, która po zeskanowaniu również jako nadruk znalazłaby się na naklejce). W efekcie karteczki na rewersie wyglądają tak:
Nie jest to szczyt moich estetycznych wyobrażeń o tym, jak mogłyby się prezentować, ale wziąwszy pod uwagę fakt, że brakującą połowę rymowanych wersów wymyślałam i pisałam na gorąco niewiele przed północą... ostatecznie jestem zadowolona z efektu ;).
Karteczki przyczepiłam do ściany za pomocą "dwustronnej" washi tape - by uzyskać dwustronność taśmy (nie tylko tej), należy zrobić z niej pętelkę, a krańce skleić ze sobą. Mniej więcej tak:
Dlaczego washi tape? Jest na tyle delikatna, że nie zniszczy ani ściany, ani karteczek, i na tyle mocna, że poszczególne prostokąty doczekają się swoich pięciu minut i nie sfruną w międzyczasie.
Pozostało jeszcze dodać kilka muśnięć kredą (ściana pokryta jest farbą kredową) i voilà!
tak prezentuje się gotowy nasz kalendarz adwentowy:
(znów rymuję ;))
...
plus zdjęcie zza kulis, czyli jak wyglądają blogerki przy pracy
(a przynajmniej ta jedna :P)
uściski dla Was,
11/05/2015
naścienny moodboard ze sznurka i klamerek
Szybki sposób na zagospodarowanie wolnego miejsca na ścianie, najlepiej nad biurkiem lub w przedpokoju albo w kuchni - tam, gdzie często zmieniają się karteczki z informacjami, planami, przepisami... Ale nie tylko. W pokoju dziecka stworzymy w ten sposób mini galerię jego prac czy naszych zdjęć, w dużym pokoju możemy powiesić wspólne fotografie albo kartki z grafikami czy typografią. A może to dobry pomysł na wyeksponowanie kartek z wakacji, które otrzymaliśmy od znajomych albo świątecznych, które przysłali nam bliscy? (Ostatni ze sposobów wybiega trochę w kierunku anglosaskiej tradycji.) Właściwie, połączenie sznurka, taśmy klejącej i klamerek możemy wykorzystać... dowolnie. I takie rozwiązania lubię najbardziej!
Co będzie potrzebne?
- sznurek
- taśma klejąca albo washi tape
- małe klamerki (ja swoje kupiłam w Empiku i Tigerze: zestaw pierwszych - prostych i drewnianych kosztował mnie 4,99, zestaw drugich - nieco większych, ze zwierzątkami - ok. 6 złotych)
- to, co chcemy powiesić (zdjęcia, rysunki, kartki, ozdoby z folii piankowej, gałązki itd.)
Wykonanie:
Jeden z końców sznurka przymocowujemy do ściany za pomocą taśmy. Przeciągamy w miejsce, do którego ma sięgać (najlepiej po skosie) - tutaj również mocujemy. Postępujemy analogicznie do momentu, w którym uznajemy, że wystarczy nam poziomów. (Możemy też eksperymentować z kształtami; ja wybrałam stosunkowo najprostszy.)
Te błękitne choineczki wycięłam z folii piankowej, która pozostała po zrobieniu hipopotamo-dinozaura (TUTAJ). To kolejny pomysł na wykorzystanie pianki: wycinasz dowolne kształty i dekorujesz np. markerem. Można zrobić w nich dziurkę i wykorzystać je do dekoracji czy to prezentów, czy samej choinki. Proste do wykonania, stosunkowo urocze i lekkie. Bez dziurki też można się obejść, podklejając kształty klejem czy taśmą klejącą (albo dwustronną, albo jednostronną zawiniętą w kółko - wtedy także dwustronną ;)).
Jak wspominałam, kombinacji jest wiele, a nasz moodboard może się zmieniać w zależności od potrzeb, humoru, pór roku czy okazji. Może być np. stroikiem świątecznym, domową galerią czy... Dobra, nie chce mi się wymieniać wszystkiego, co przyjdzie na myśl. Może być czymkolwiek, po prostu. (Karolina z Ale Tu Ładnie wymyśliła na przykład, że sznurkowy moodboard może być... choinką! Genialne! - jak widzicie, ogranicza nas wyłącznie wyobraźnia!)
Zwróćcie uwagę na fakt, że zmiana nie tylko samych elementów, które wieszamy, ale i części "konstrukcyjnych" (rodzaj taśmy, jej wzory i kolory, sznurek, klamerki) sprawia, że otrzymujemy coś zupełnie innego. Przykładowo, dla poniższej kompozycji - składającej się właściwie wyłącznie z kartki (stosunkowo prostej: brązowy, grubszy papier + biała typografia) i choinkowej gałązki - sięgnęłam po zielonkawą taśmę klejącą z motywem roślinnym. Butelkowa zieleń stanowi tym samym pewnego rodzaju powtarzalny motyw, ożywia kompozycję.
Zwróćcie uwagę na fakt, że zmiana nie tylko samych elementów, które wieszamy, ale i części "konstrukcyjnych" (rodzaj taśmy, jej wzory i kolory, sznurek, klamerki) sprawia, że otrzymujemy coś zupełnie innego. Przykładowo, dla poniższej kompozycji - składającej się właściwie wyłącznie z kartki (stosunkowo prostej: brązowy, grubszy papier + biała typografia) i choinkowej gałązki - sięgnęłam po zielonkawą taśmę klejącą z motywem roślinnym. Butelkowa zieleń stanowi tym samym pewnego rodzaju powtarzalny motyw, ożywia kompozycję.
| (przepis na szybką girlandę znajdziesz TUTAJ) |
10/10/2015
DIY: piankowy dinozaur
Kiedy zszywałam piankową czapeczkę imprezową (zerknij TUTAJ), zastanawiałam się w głębi ducha, cóż ja uczynię z resztą arkuszy folii piankowej, które - po odebraniu im pomarańczowej, słonecznej koleżanki (Lato się skończyło! Nie ma, proszę szanownych pianek! :P) - zamknęłam na powrót w szufladzie.
Odprowadzanie dziecka do przedszkola nasunęło mi pomysł. Właściwie nie tyle samo odprowadzanie, co okoliczności przyrody narzucające się przy okazji.
Liście. Jesienne liście. Opadłe (Upadłe? ;)), lekko przeschnięte, miejscami przypominające łapy dinozaurów... Chwila, chwila... No właśnie!
Postanowiłam znaleźć parę dinozaurzych (?), liściastych nóg i dorobić im właściciela. Piankowego. Padło na piankę błękitną, najlepiej według mnie komponowała się z kolorem jesiennych zdobyczy.
Co będzie potrzebne?
- liściaste łapy
- pianka (folia piankowa; u mnie arkusz A4)
- ołówek
- nożyczki
- marker/flamaster
- taśma klejąca lub washi tape
Wykonanie:
1. Na odwrocie pianki delikatnie rysujemy ołówkiem kształt naszego dinozaura. Bez łap! Te zrobimy potem! Mój miał być podobny do dinoziaurrrrra George'a (tudzież Jacusia, brata Peppy). Cóż. Wyszła mieszanka Muminka z hipopotamem, z lekką domieszką dinozaura właśnie. Nie patrzcie tak. MIAŁ PRZYPOMINAĆ - słowa-klucze ;).
2. Wycinamy dinozaura i odwracamy na drugą stronę - z tej mniej widać zarówno ołówek, jak i nierówną linię cięcia.
3. Z pomocą markera nadajemy naszemu stworkowi rysy - oczy (może być też pysk z zębiskami), łapy i tym podobne. Można również dorysować mu łuski lub inne zdobienia.
4. Z pomocą taśmy przytwierdzamy dinozaurowi liściaste łapy. Łączenie może być widoczne (klejenie z przodu) i nie (klejenie z tyłu - patrz dinuś na zdjęciu na początku wpisu).
5. Pozostaje nam już tylko znaleźć nowy dom dla naszego wegetarianina lub mięsożercy. O charakterze dinozaura, jego osobistych preferencjach, imieniu, wydawanych dźwiękach i tak dalej, decydujemy my! ;)
Udanej zabawy!
"Udanej zabawy", napisał Marcik, tymczasem można pokusić się o sarkastyczną uwagę, że jaka to tam zabawka - co robić z takim dinusiem? Jak go wykorzystać? Toż to zupełnie niepraktyczny kawałek pianki z przytwierdzonymi doń liśćmi (no dobra, dobra, ładnie absorbującymi słońce, gdy się je ustawi pod światło, ale co z tego, nie bądźmy wszakże tacy sentymentalni :P)...
Jeśli nie jako ozdoba (niekoniecznie każdy musi chcieć wieszać sobie piankowe zwierzęta na ścianie czy innych powierzchniach ;)), pomyślmy o aspekcie dydaktycznym, edukacyjnym:
- szukanie "łap" może posłużyć do nauki gatunków drzew (szukamy kształtów, sprawdzamy, czym się różnią, które są większe, które mniejsze, co prowadzi do:)
- pobudzamy kreatywność (śledzimy zróżnicowanie faktur, kształtów, rozmiarów itp. i zastanawiamy się, do jakiego zwierzęcia mogłyby należeć: mięsożercy, roślinożercy, większego dinozaura czy mniejszego? Czy biegał szybko, czy może wolno stąpał?)
- przy okazji przebywamy na świeżym powietrzu, dotleniamy się itd. ;)
Napiszę więc raz jeszcze: Udanej zabawy! ;)
Jeśli nie jako ozdoba (niekoniecznie każdy musi chcieć wieszać sobie piankowe zwierzęta na ścianie czy innych powierzchniach ;)), pomyślmy o aspekcie dydaktycznym, edukacyjnym:
- szukanie "łap" może posłużyć do nauki gatunków drzew (szukamy kształtów, sprawdzamy, czym się różnią, które są większe, które mniejsze, co prowadzi do:)
- pobudzamy kreatywność (śledzimy zróżnicowanie faktur, kształtów, rozmiarów itp. i zastanawiamy się, do jakiego zwierzęcia mogłyby należeć: mięsożercy, roślinożercy, większego dinozaura czy mniejszego? Czy biegał szybko, czy może wolno stąpał?)
- przy okazji przebywamy na świeżym powietrzu, dotleniamy się itd. ;)
Napiszę więc raz jeszcze: Udanej zabawy! ;)


















